Patryk, moje doświadczenia.

Moderatorzy: anwaz, admin

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez zbysob » 10 Kwi 2020, 07:22

Pamiętam te czasy Andrzeju ale też pamiętam, że twierdziłeś uparcie iż zęby nie są potrzebne w innym miejscu :)
Może to poprawność polityczna a może "automat" forumowy który zmienia niecenzuralne słowa (choć to akurat jest jak najbardziej cenzuralne. Zatem oszukujemy automat pisząc z angielska "doopa" i jakoś działa :)
Co do tematu to chyba zdrowienie polega na tym, żeby na powrót odkrywać siebie. Niestety (dla mnie niestety) potrzebni do tego są inni ludzie, to ludzkie lustro bez którego nie jestem w stanie wyrwać się poza to co w mojej głowie. A tam dobrych i fajnych rzeczy jak na lekarstwo. I trzeba wpuścić do głowy to co z zewnątrz , to co pochodzi od innych borykających się z tym samym problem. Na początku to wręcz niewykonalne, ale z czasem po odpowiednim treningu można się przełamać . Mnie w tym bardzo pomogła terapia. Dała narzędzia a często zmusiła do ich pierwszego użycia. Potem było już z górki. Tego Ci życzę.
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12656
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez haZArDZIŚta » 23 Kwi 2020, 19:38

Dziękuję Ci za Twój wpis, Andrzeju. Dzięki temu jest mi naprawdę bliżej do Ciebie.
Przepraszam Cię, że przez moją notkę wprawiłeś się w stan rozpamiętywania. Mam nadzieję, że to nie odbiło piętna.
Zgadzam się z tym, co napisałeś. Emocji we mnie wiele. Zawsze mi towarzyszyły, ale ich nie dostrzegałem lub bezbłędnie tlumiłem w uzależnieniu. Dziś je odkrywam i potrafię je opisywać. Choć nie są za wesołe to potrafię je przeżywać.
Wielokrotnie czytałem Twój wpis, a fragment o warstwach cebuli chodził za mną po różnych zakątkach glowy. Dużo myślałem o tym. I dostrzegam. Naprawdę dostrzegam ileż masz w tym racji. Ciężko mi jednak pogodzić się z wieloma wątkami przeszłości. Przez co nie potrafię właściwie pracować nad sobą. Nie potrafię. Rozumiem co się dzieje, ale nie umiem tego oczyścić.

Przepraszam Cię, że odpisuję dopiero dziś. Mam trudność, by pojawiać się w tym miejscu. Stykać się z tym. Na co dzień mam mnóstwo myśli, które chciałbym przelać w tej formie na forum. A gdy docieram do tego miejsca to zaczynam zawracać i odwracam uwagę czym tylko mogę, by nie spędzić tu tej chwili. Wiele przeżywam za dnia. Gdy jestem w trakcie obowiązków domowych, potrafię rozmawiać ze sobą. Myśli wylewają się ze mnie. Wspomnienia wracają. Smutek i gorycz przepełnia mnie. Noce są najgorsze. Gdy już jestem sam. Gdy już jestem gotowy do snu. Zamykam oczy. I wtedy nie potrafię. Paraliżuje mnie to, co się dzieje w mojej głowie. Nie potrafię mieć pozytywnych myśli nocą. Myślę o osobie, którą podle skrzywdziłem. Myślę o wartościach, które zagubiłem. Myślę o przeszłości, w której nie zrobiłem nic szczególnego. Nic.

To są trudne dni, ale miewam też dobre chwile.
Święta wielkanocne. Nie były idealne, bo spędziłem je tylko z rodzicem. Jednak zanim nastąpiły miałem troszkę pieniędzy, by kupić siostrzenicy zabawkę, tacie donicę, bo uwielbia kwiaty. Pomijam to, że mialem od wielu lat pierwszy raz parę złoty, by je kupić, bo obecnie pieniądz stracił dla mnie jakąkolwiek wartość. Po prostu pierwszy raz pomyślałem o nich. Pamiętam jak latami tłumaczyłem sobie, że ja tak naprawdę nie mam z nimi dobrego kontaktu, że ktoś też mi nie kupił czegoś na okazję. Zawsze było wytłumaczenie. Bo w tym czasie miałem idealny pretekst, by zagrać. Pierwszy raz potrafiłem coś dać od siebie. Czułem w środku namiastkę dumy z samego siebie.

To ciężki okres z powodu panującej pandemii na świecie. Musiałem przenieść swoje wizyty u psychologa na tryb online. Nie czuję, by były tak samo wydajne jak w gabinecie. Wciąż dużo notuję w dzienniczku głodu nocami. Rozpoznaję i odkrywam swoje emocje. Bo z tym mam największą trudność. Potrafię być uśmiechnięty i zachować kamienną twarz, gdy czuję złość bądź smutek. Wtedy pozostawiam to sobie, zamiast umiejętnie o tym mówić.

Zacząłem pisać o sytuacji, która mnie męczy. Jednej z kilku. I znów się wycofałem. Spróbuję jutro.
Dziękuję, że mogę się z kimś tym podzielić.
Miłość silniejsza jest od śmierci, ale zdarza się,
że mizerny nałóg silniejszy jest od miłości
Maria von Ebner-Eschenbach
haZArDZIŚta
 
Posty: 36
Rejestracja: 15 Gru 2019, 17:58

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez andrzej.aha » 23 Kwi 2020, 20:10

haZArDZIŚta napisał(a):Pierwszy raz potrafiłem coś dać od siebie. Czułem w środku namiastkę dumy z samego siebie.

i tego się trzymaj
a emocje, te z przeszłości - w zasadzie z całego życia -zwyczajnie muszą wyjść -po latach tłamszenia i tłumienia
ale z czasem, z każdym kolejnym dniem to będzie słabło, jak zalew i tama - wyciekną i już nie będą się tak zbierać.
a jak za jakiś czas pogadasz z kimś /podejdziesz do 4 kroku ; to spokój zagości na stałe
Dzieki , że się odezwałeś, że napisałeś co u ciebie :D
Jednak masz wokół kogoś o kim warto "myśleć" to zawsze pomaga
Trzymaj się i pisz od czasu do czasu
Wierzę,...., Wątpię,.... Szukam...
andrzej.aha
 
Posty: 3910
Rejestracja: 09 Paź 2005, 23:09
Miejscowość: Warszawa

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez haZArDZIŚta » 09 Maj 2020, 13:40

Cześć wszystkim.
Mija 5 miesięcy mojej abstynencji. Przeżywam to różnie. Mam sny hazardowe co drugi, trzeci dzień. Są przeplatane snami o osobie, którą kocham. We snach widzę często sport, euforię, czasem pojawiają się nawet loga bukmacherskie. Sny dotyczą rywalizacji. Budzę się mokry i chodzą te sny za mną cały dzień. Nie mogę odeprzeć się myślom destrukcyjnym, które tłumią mój entuzjazm i ciszę. Martwi mnie to. Przeżywam je, a jednocześnie nie powinienem aż tak przenikliwie do tego podchodzić, by nie zakłócać dnia myślami o tym. Nie jest mi z tym łatwo. Sny miały miejsce w pierwszych tygodniach abstynencji. Na jakiś czas zniknęły. Pojawiły się z miesiąc temu i nie ustępują.
Rywalizacja, o której też śnię była za mną całe moje życie. Czułem potrzebę wyzwań o nawet najmniejsze rzeczy. Gdy jeszcze byłem dzieckiem. To głupie, ale nawet mając już 20+ lat idąc chodnikiem czułem rywalizację, by wszystkich wyprzedzić. Zawsze się spieszyłem. Szukałem ekscytacji w wyzwaniach. ''Zdążę na tramwaj nawet, gdy wstanę 10 minut przed jego odjazdem. Chore.
Wracam do tego, bo to się wciąż czasem pojawia w mojej głowie. Jestem zdecydowanie spokojniejszą osobą niż przed abstynencją. Dziś potrafię podziwiać. Spacerować w spokoju po kilka godzin. Potrafię poświęcić czas na dokładne sprzątanie mieszkania. Bez pośpiechu, by byle odhaczyć obowiązek, by tylko chwycić za telefon. Potrafię obserwować. Dostrzegać małe rzeczy. Rozmawiać z ludźmi. Słuchać ich przede wszystkim i wyciągać trafne wnioski. A jednak wciąż przejawia się to w niektórych momentach i muszę wtedy się hamować. Uzasadnić sobie 'czemu ma mi to służyć?'

Wciąż ciężko mi być samemu w ciszy. Zwłaszcza przed snem. Tak wiele myśli przechodzi przez głowę. Może przez to pojawiają się sny?

Ostatnio zwróciłem uwagę, że zacząłem skupiać się na innych. Nie umiem rozgraniczyć kiedy robię to za bardzo. Wolontariat to była trafna decyzja. Uśmiecham się, gdy mogliśmy ostatnio rozdawać ludziom maseczki. Byłem przepełniony satysfakcją i spełniony. Dużo rozmawiam z ludźmi z terapii. Kontaktuję się codziennie z bliższą mi z tej grupy osobą. Sam dzwonię. Gdy kiedyś czułbym wyższość i nie zadzwoniłbym jako pierwszy.

Tak. Tu też dostrzegam małe pozytywy. Pokorę do ludzi. Przestałem czuć się wyżej od kogoś. Smutno mi na myśl jak traktowałem innych ludzi. Gdy teraz potrafię uśmiechnąć się do każdej mijanej mi osoby. Choć tak naprawdę nie zawsze czuję ten wewnętrzny uśmiech. Naprawdę czuję, że wreszcie potrafię być dobry. Spokojny. Miły i przyjazny.
Taki chcę być. Chcę nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą.

Chcę odnaleźć wreszcie swoje wartości.
Miłość silniejsza jest od śmierci, ale zdarza się,
że mizerny nałóg silniejszy jest od miłości
Maria von Ebner-Eschenbach
haZArDZIŚta
 
Posty: 36
Rejestracja: 15 Gru 2019, 17:58

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez andrzej.aha » 09 Maj 2020, 14:45

haZArDZIŚta napisał(a):Sny miały miejsce w pierwszych tygodniach abstynencji. Na jakiś czas zniknęły. Pojawiły się z miesiąc temu i nie ustępują.


to z jednej strony sygnał o zagrożeniu... o powrocie głodu gry (uważaj) - szczególnie broń się przed myślami typu: to nie ma sensu (bo ma!), po co mi to, nie dam rady... jest mi wszystko jedno.. bo później już tylko krok do gry..
Dasz radę, możesz to przetrwać - tyle , że w "samotności" bez wsparcia innych będzie b. ciężko (na granicy możliwości)
haZArDZIŚta napisał(a): Szukałem ekscytacji w wyzwaniach. ''Zdążę na tramwaj nawet, gdy wstanę 10 minut przed jego odjazdem. Chore.

Czemu piszesz o mnie, skąd mnie znasz ? :wink:
haZArDZIŚta napisał(a):Wracam do tego, bo to się wciąż czasem pojawia w mojej głowie. Jestem zdecydowanie spokojniejszą osobą niż przed abstynencją. Dziś potrafię podziwiać. Spacerować w spokoju po kilka godzin. Potrafię poświęcić czas na dokładne sprzątanie mieszkania. Bez pośpiechu, by byle odhaczyć obowiązek, by tylko chwycić za telefon. Potrafię obserwować. Dostrzegać małe rzeczy. Rozmawiać z ludźmi. Słuchać ich przede wszystkim i wyciągać trafne wnioski. A jednak wciąż przejawia się to w niektórych momentach i muszę wtedy się hamować. Uzasadnić sobie 'czemu ma mi to służyć?'

To super, że to wszystko dostrzegasz -to są PLUSY i korzyści z "niegrania" -zapisz sobie to na kartce i noś przy sobie... poczytaj gdy będzie Ci b. ciężko i pojawia się myśli o zagraniu.Pomoże.
A czemu to ma służyć ? To "dowód" choroby i jej wpływu na ciebie, na sferę psychiczną -tam znajduje się "jądro" uzależnienia.To z biegiem następnych miesięcy osłabnie, prawie zaniknie.- lecz w głębi będzie z tobą do "końca".
Choć wcale nie musi dochodzić do głosu, a szczególnie do "władzy" nad tobą.
haZArDZIŚta napisał(a):Chcę nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą.
Chcę odnaleźć wreszcie swoje wartości.


Już je odnajdujesz, super, że potrafisz WIDZIEĆ innych... mnie zajęło to bardzo dużo czasu.
Trzymaj się.
Bardzo fajnie się Ciebie "czyta" :lol:
Wierzę,...., Wątpię,.... Szukam...
andrzej.aha
 
Posty: 3910
Rejestracja: 09 Paź 2005, 23:09
Miejscowość: Warszawa

Re: Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez Sowa » 10 Maj 2020, 13:29

Patryk, już Ci już kiedyś pisałam, że świetnie piszesz :-)
Dużą sztuką jest odpuścić, nie naprawiać, nie dążyć do czegoś, tylko być takim, jakim się jest, z pełną akceptacją dla siebie. Trudno mi to wytłumaczyć, ale chodzi o to, że im bardziej chciałam być "ta fajna", tym mniej mi wychodziło, bo się STARAŁAM, a nie czułam. Tymczasem te fajne strony były we mnie, zupełnie naturalne, ale ich świadomość nie miała szans do mnie dotrzeć, właśnie przez te starania (zapętliłam pewnie, ale cóż, taki mój urok :D).
Piszę o tym dlatego, że uderzyło mnie to zdanie:
haZArDZIŚta napisał(a):Naprawdę czuję, że wreszcie potrafię być dobry. Spokojny. Miły i przyjazny. Taki chcę być.

Kluczowe słowo - potrafię - jakbyś musiał się tego uczyć. Nie napisałeś "jestem dobry, spokojny...", tylko jakbyś nad tym pracował i wreszcie się udaje. Ja nie do końca wierzę w takie wypracowane uczucia.
Poczekaj, trzeba czasu, żeby siebie poznać. Jesteś uważny, wnikliwy, poznajesz siebie i to jest wspaniałe na tę chwilę. Może wystarczy na teraz? bo jakoś mam wrażenie, że stawiasz sobie kolejną poprzeczkę, ciągle od siebie wymagasz. "Bądź łagodny dla siebie..." jak mówi Desiderata, jeden z najmądrzejszych tekstów :-)
za zgodność z oryginałem
Awatar użytkownika
Sowa
 
Posty: 4662
Rejestracja: 07 Lut 2007, 20:10
Miejscowość: polska

Patryk, moje doświadczenia.

Postprzez asia » 14 Maj 2020, 12:12

haZArDZIŚta napisał(a):Chcę odnaleźć wreszcie swoje wartości.

Już odnajdujesz.
Piękny post !!! :)
W tym miejscu wpisujemy mądre zdanie albo niemądre, ale za to koniecznie po angielsku.
asia
 
Posty: 7398
Rejestracja: 19 Paź 2005, 09:55
Miejscowość: Warszawa

Poprzednia

Wróć do Nasze doświadczenia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość