Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Moderatorzy: anwaz, admin

Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Postprzez Chilu » 25 Cze 2020, 18:23

Cześć,
W skrócie pierwsze kroki wkraczające w świat hazardu zacząłem nieświadomie stawiać ponad 10 lat temu. Z czasem okazało się, że nie potrafię tego zatrzymać. Pojawiły się pierwsze kradzieże, pożyczki, kłamstwa. Nie zamierzam tutaj pisać o problemach finansowych związanych z hazardem. Jak dla mnie są to konsekwencję z którymi trzeba sobie poradzić.
Trzy lata temu wziąłem ślub. Hazard pojawił się w trakcie naszej znajomości, a znaliśmy się również ponad 10 lat. Po trzech latach małżeństwa trafiłem pierwszy raz do ośrodka leczenia. Kończąc dwa tygodnie „wyciszenia i odcięcia” dostałem informacje o pozwie rozwodowym. Kolejne konsekwencje moich poczynań. Mimo szoku i niedowierzenia przemyślałem wszystko i nie zamierzałem żonie niczego utrudniać…”Może w końcu należy się jej życie w szczęściu i spokoju?”.
Odwiedziła mnie raz w środku, okazało się, że nie jest pewna czy chce się rozstać, mimo, że „głowa” podpowiadała jej – rozwód będzie najlepszym wyjściem. Po powrocie mimo, że zamieszkaliśmy osobno postanowiłem walczyć. Jednak szybko się okazało, że pojawił się ktoś „trzeci” kiedy byłem na terapii. Miałem się odwrócić na pięcie i wyjść kiedy się o tym dowiedziałem kiedy poprosiłem o spotkanie, jednak on powiedziała, że to nic nie znaczy, że było jej ciężko itd.
Ok. Pomyślałem, że mogę to wszystko zrozumieć. Po tygodniu spotkaliśmy się ponownie aby o tym porozmawiać. Miała z tym „kolegą” zakończyć wszelkie relację, jednak stwierdziła, że nie będzie definitywnie kończyła wszelkich relacji da mnie, ponieważ to i tak nic nie znaczyło, a miała jedynie w kimś „wsparcie”. I tak to się toczyło od lutego do września. Dla mnie jeden wielki rollcoster emocjonalny. Raz się wydawało, że da mi szanse, że będzie chciała spróbować. A raz wręcz przeciwnie. We wrześniu decyzja – rozwód.
Od tamtej pory zacząłem się z tym godzić. Mnie natomiast zaczęła wspierać koleżanka z czego wyszło coś więcej. Wspólnie spędzany czas, pełna szczerość, wyznania miłości, plany. Z czasem też wróciły relacje, rozmowy z moją żoną – zwykłe, bez żadnych nadziei. Pomimo rozwodu w grudniu trwały one dalej, pomagałem jej przy przeprowadzce itd. Nic więcej. Ot takie tam relacje jak z koleżanką, siostrą czy coś takiego.
Do czasu. Ponad miesiąc temu wyznała, że mnie kocha, że chciałaby żebyśmy wrócili do siebie. Nagle wszystko pękło. To co wydawało się poukładane, te uczucia z nią związne, które wydawało mi się, że ich nie ma, to co wydawało się przeszłością nagle zostało potraktowane niczym jakąś bombą. Natomiast to co czułem do „koleżanki” wszystkie słowa, wszystkie nasze plany runęły w jednym momencie.
Teraz wiem co zrobiłem nie tak. Nie nauczyłem się żyć samemu ze sobą. Nie przeszedłem większego bólu po stracie żony, ponieważ wszedłem w nową relację, która wydawała się taka wspaniała. Nie poradziłem sobie z poczuciem winy, z wyrzutami sumienia. Poszedłem ścieżką taką jaką szedłem podczas czynnego uprawiania hazardu. Ucieczka od tego co boli, od tych wszystkich negatywnych uczuć – bo najłatwiej wszystko upchać sobie w głowie tak aby za bardzo nie cierpieć.
Terapia nauczyła mnie rozmawiać, odróżniać i identyfikować uczucia, emocje, a nie tak jak wcześniej mi się wydawało, że coś czuje, tak naprawdę czułem to co rozum mi podpowiadał. Było to dla mnie przełomowe i niesamowite doświadczenie i nauka. Wreszcie odkryłem w sobie uczucia, które w końcu ZACZĄŁEM ODCZUWAĆ.
I wiecie co? Od ponad miesiąca czuje się jak skała uczuciowa, emocjonalna. Nie wiem co mam zrobić, co czuje, czego chce. Gdzie się to wszystko podziało? Błędem było zaprzestanie pisania dzienniczka uczuć, który tak wiele mnie nauczył. Od tygodnia staram się go pisać… co jest mega trudne. Boje się swoich uczuć, sowich myśli, boję się go pisać ale walczę z tym….i tak walczę sam ze sobą od ponad miesiąca nie widząc większego światełka w tunelu co robić.
Najważniejsze nie poddać się hazardowi, a reszta się ułoży. Ale gdzie się podziały moje uczucia i emocje… Może w końcu je odnajdę i poczuję, a wtedy będę wiedział co robić.
Chilu
 
Posty: 2
Rejestracja: 10 Lut 2019, 18:20

Re: Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Postprzez chłop ze wsi » 25 Cze 2020, 19:38

Witaj.
Pierwsze co rzuca mi się w oczy to .... czas. A włąściwie jego brak. To wszystko było za szybko. Teraz zwolnij.
Powoli poukładaj , żeby rozum nie był w konflikcie z emocjami. Co wyjdzie ? Czas pokaże. :?
Powodzenia
chłop ze wsi
 
Posty: 626
Rejestracja: 26 Cze 2014, 18:04

Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Postprzez anonimowy.1992 » 05 Lip 2020, 19:00

Nie mam do was ludzie sił. Kradł ale chciał wygrać. Gdybym ja chciał kraść to nigdy by mi do głowy nie przyszło granie. No chyba jedynie aby zostawic kilkadziesiat tyś. PLN aby pokazać światu jak się bawię. Bez żadnego ścisku.
Nie rozumiem was ludzie.
"Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego."
Ks. Wj. 20.17
anonimowy.1992
 
Posty: 21
Rejestracja: 26 Wrz 2015, 16:39

Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Postprzez asia » 06 Lip 2020, 15:03

Bo żeby nas zrozumieć potrzeba chęci poznania , empatii i rozumu.
W tym miejscu wpisujemy mądre zdanie albo niemądre, ale za to koniecznie po angielsku.
asia
 
Posty: 7398
Rejestracja: 19 Paź 2005, 09:55
Miejscowość: Warszawa

Emocjonalne życie hazardzisty... i ich brak

Postprzez zbysob » 08 Lip 2020, 05:33

czyli cech występujących w nadmiarze u każdego trola :)
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12656
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin


Wróć do Nasze doświadczenia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość