Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Moderator: kaśka

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Awokado » 12 Gru 2011, 15:47

Witam wszystkich serdecznie. I będę wdzięczna za każdą wskazówkę, próbę przybliżenia mi kierunku myślenia hazardzisty. Czytam o tej chorobie i ludziach w niej zanurzonych od kilku tygodni. Wiem już trochę, a jednak nie umiem tego przełożyć na moje relacje z młodszym bratem, który jak się okazuje jest hazardzistą.
Ale może od początku...a raczej końca...
Kilka tygodni temu okazało się, że brat gra na automatach, że ma kredyty, długi u znajomych, w rodzinie, zastawione auto, mieszkanie etc. Łącznie OGROMNE kwoty na wszystkich możliwych frontach. Trwa to długo - nie wiem jednak dokładnie od kiedy gdyż brat nie jest szczery i nie mówi wszystkiego. Wiele spraw wyszło po przyciśnięciu go do muru lub przez przypadek od osób trzecich. Nikt nawet nie podejrzewał w czym problem. Choć muszę przyznać, że jego płynność finansowa od dawna była kiepska, wiecznie pożyczał jakieś mniejsze lub większe kwoty. Oddawał. Zwykle. Ale kręcił przy tym i dało się wyczuć, że chce coś ukryć. Kilka miesięcy temu był w bardzo słabej kondycji psychicznej, widać było, że jest bardzo nerwowy, nieobecny. Rodzice nie umieli nic z niego wydobyć - czy ma kłopoty, czy i jak można mu pomóc. Był agresywny w słowach, obrażał się, omijał ich. Ponieważ mieszkam daleko nie widziałam tego, przy okazji odwiedzin u rodziców - poprosili mnie żebym z bratem porozmawiała bo zawsze byliśmy dosyć blisko, a raczej jeśli komuś już coś mówił to byłam to ja. No i powiedział. Że ma 2 kredyty. Zaciągnął pierwszy, później drugi żeby spłacić ten pierwszy bo nie dawał rady z wypłaty. Mimo, że długo próbowałam - nie udało mi się dowiedzieć na co ten pierwszy kredyt zaciągnął. Kwoty były ogromne...ponieważ miałam możliwość - spłaciłam bratu jeden kredyt pod warunkiem, że od tej pory będzie rodzicom co m-c pokazywać kolejne spłacane raty drugiego kredytu. Moja pomoc za powrót do płynności finansowej i obietnicy nie zaciągania kredytów kolejnych. Obiecał, a potem po wielkich wojnach z łaską pokazywał kolejne spłacane raty... ciągle coś nie grało nam w tym wszystkim, za bardzo się ukrywał ze wszystkim, kombinował, kręcił, bardzo atakował przy próbach rozmowy. Wyczuwaliśmy już, że te kredyty to nie jednorazowa wpadka przy podejmowaniu finansowych decyzji. Ale nie mogliśmy dojść na co on je wziął, skąd długi u różnych ludzi, do których się przyznał kiedy mu spłacałam kredyt. Później wyszło od osób trzecich, że od ponad roku nie płacił za mieszkanie (media odcinane wielokrotnie, sprawa sądowa za zaległy czynsz etc), wreszcie... pożyczył ogromne pieniądze od siostry na wykup zastawionego mieszkania. Siostra dała znać rodzicom, którzy nie mieli pojęcia o tym. W tym samym czasie miał u nich spore długi, u mnie również. Niestety nie każdy o wszystkim wiedział i bratu udawało się tak doić nas, znajomych... Teraz wiemy - bo się przyznał - że gra.Że to wszystko to hazard.
Zebraliśmy się w gronie najbliższej rodziny żeby z nim porozmawiać. Dowiedzieć się o wszystkich długach, dowiedzieć się z czym ma problem, co się u niego dzieje. Żeby w końcu pękł i powiedział. Że chcemy pomóc ale musimy znać skalę problemu i zastanowić się co dalej.
Niestety mam wrażenie, że powiedział tyle ile musiał, ile wyczuł że wiemy i potwierdzał. Ironizuje na temat tego, że jest uzależniony, raz mówił że gra i przez to ma długi, a potem dodawał, że umie przestać i wcale nie jest uzależniony. Zgodził się na leczenie, ale odwleka to w czasie. Niby gdzieś dzwoni i jeździ i pyta o terapię, ale tam nie może bo w godzinach pracy, tam nie pasuje bo mu się nie podoba, a tam nie wiemy co powiedzieli bo nie chce się przyznać. Był na jednej wizycie u psycholog leczącej uzależnienia, była też jego dziewczyna. Psycholog twierdzi z tego co nam powiedział, że ma ogromny problem, że musi poddać się terapii jeśli oczywiści chce z tego wyjść. Że wizyty u niej nie pomogą. Wskazała miejsce gdzie z jej informacji najprężniej działa grupa terapeutyczna. Był tam ale nie odpowiadają mu godziny i częstotliwość bo to w godzinach kiedy pracuje. Zwolnić się nie może. O tyle to niezrozumiałe - bo wiemy, ze grał sporo w godzinach pracy więc ma możliwość urwania sobie godziny lub dwóch...
W innym miejscu był, rozmawiał z lekarzem ale nie wiemy co mu powiedziano. Nie chce powiedzieć.
Rodzice w zamian za obietnicę rozpoczęcia terapii spłacili część długów, pomogli odzyskać mu mieszkanie i samochód. Niestety martwi mnie bardzo, że brat nie jest szczery, nie chce rozmawiać, nie pękł chyba na tyle żeby wyrzucić z siebie wszystko i spróbować poddać się i pozwolić innym pokierować sobą. Jest bardzo agresywny w rozmowie, atakuje, potrafi wbijać takie igły osobom które mu pomagają i niczym się nie przejmuje. Wini za wszystko innych. Czasami jak go słucham mam wrażenie, że jest niepoczytalny bo mówi bez sensu, nic nie trzyma się ładu i składu. A on świecie chyba wierzy w ten słowotok broniąc siebie. Generalnie wychodzi z założenia, że - "OK, powiedziałem Wam że gram, o długach, o mieszkaniu, aucie etc. i teraz dajcie mi już święty spokój. Dajcie mi żyć. Będę u mamusi obiadki jadł żeby zaoszczędzić i spłacać długi, możecie mi spłacić to i to ale dajcie mi spokój. I nie wracajcie już nigdy do tematu. To Wasza wina, że moja dziewczyna płacze bo ciągle słyszy te rozmowy o długach, hazardzie etc.".
Rozumiemy go, że ileż można o tym mówić. Ale co innego kiedy ktoś w końcu się otworzy, albo kiedy rodzina nie jest uwikłana w pomoc. A w tej chwili brat z pomocy chętnie korzysta, natomiast nic nie daje z siebie. Rodzice ciągle obawiają się czy i kiedy wyjdą nowe długi, czy znowu kredytu nie zaciągnie. Nie czuć od brata chęci wyjścia z tego choć werbalnie usłyszeliśmy. Ale to było na zasadzie "na odczep". Powiedziałam mu, że jeśli decyduje się na ogromną pomoc rodziców musi coś dać z siebie, współpracować z nimi, nie atakować, wykazać choć minimalną chęć rozmowy. Jeśli kosztuje go to jednak tak wiele i uważa, że za bardzo wnikają w jego życie - niech sam rozwiązuje swoje kłopoty, a wtedy nie będzie uzależniony od nikogo. Jak się domyślacie ta forma też mu nie odpowiada.... Jest miły, rozmowny do kiedy nie zacznie się tematu hazardu, długów, czegokolwiek co dotyczy problemu. I tak sobie udaje, że wszystko jest ok.
Boli mnie, że kiedyś byłam z nim blisko, że jeśli już z kimś rozmawiał to ze mną. Dzisiaj...jest na mnie obrażony, nie odzywa się, nie istnieję dla niego. Wynika to z tego, że bardzo szczerze z nim rozmawiałam i mówiłam w co nie wierzę i wiem kiedy kłamie (Dawałam konkretne przykłady), próbowałam mu wytłumaczyć co czują rodzice i powiedziałam wprost, że nie wzbudzi we mnie poczucia winy za swoje działania.
Myślę, że jestem zagrożeniem dla niego bo czuje, że już mnie nie zmanipuluje, nie pożyczy niczego ode mnie, że hamuję rodziców z kolejnymi pieniędzmi dla niego. Jako jedyna byłam tak bezpośrednia i niczego nie owijałam w bawełnę. I wolał przekłamać moje słowa i wmówić sobie, że to z mojej winy się do mnie nie odzywa. Na moje życzenie.
Czuję do niego ogromny żal, złość...za to jak ze mną rozmawiał ostatnio, jak mnie potraktował. Nie chodzi już nawet o oszukiwanie przy pożyczkach. Chodzi o agresję i jad, który wyszedł z niego teraz kiedy wiemy o automatach. Nie wiem na ile to jego choroba, a na ile chęć ucieczki przed problemem i eliminowanie osób niewygodnych. Teraz - obrażony na mnie ma spokój bo nie truję mu, nie tłumaczę, nie proszę, nie pytam. Nie ma mnie.
Chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak. Mieszkam daleko. Wg mnie wieczna pomoc rodziców nie jest wyjściem. On dalej manipuluje, wszystko przeciąga w czasie. Myślę, że kwestią czasu są dalsze kłopoty....
Ja do niego dotrzeć, jak mam rozmawiać, żebym była dla niego pomocą? Gdzie jest granica mojej ingerencji w jego życie?

Przepraszam za chaos. Tak trudno opisać kilka lat życia naszej rodziny, nie wszystko tu ujęłam bo post byłby o wiele dłuższy. Ciężko napisać co się czuje. Szczególnie, że to miłość, złość, chęć pomocy, wiara w niego, załamanie i brak pomysłu co dalej...

Jeśli ktokolwiek mógłby mi podpowiedzieć którędy droga...
Awokado
 
Posty: 11
Rejestracja: 09 Gru 2011, 12:35
Miejscowość: lubuskie

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez markoz » 12 Gru 2011, 17:56

witaj Awokada :D
Awokado napisał(a):Witam wszystkich serdecznie.

Z twojego opisu, dla mnie wynika, że brat swoją postawą manipuluje wszystkimi, mając nadzieje, że nie będzie sam ponosił konsekwencji swojego postępowania; bo rodzina, miłość, wsparcie itp. Tajemnice powodują coraz większą destrukcję, może ma cichą nadzieje że rodzina będzie się wstydzić gdy ludzie zaczną nachodzić i spłaci lub ma nadzieję że się odegra- co jest iluzją. Dopóki nie zaprzestanie gry- jego sytuacja będzie coraz bardziej się pogarszała. Pomocą dla niego może być rozsądna miłość która polega na odcięciu brata od pomocy finansowej, wypytywaniu, dawaniu rad, wskazywaniu pogorszenia relacji w rodzinie. Jest dorosły, niech radzi sobie sam. Dopóki przykre konsekwencje nie przekroczą progu jego przyjemności a ból nie dotnie go wewnętrznie, pewnie nie będzie miał parcia na leczenie. Wszystkie obietnice to wyraz samooszukiwania, on ich nie dotrzyma.
Awokado napisał(a): już mnie nie zmanipuluje, nie pożyczy niczego ode mnie, że hamuję rodziców z kolejnymi pieniędzmi dla niego.
Bardzo dobra decyzja ale działa tylko wtedy, jeżeli jest też konsekwencja.
Choć nikt nie może cofnąć czasu i zacząć wszystkiego na nowo,każdy może zacząć wszystko teraz i stworzyć całkiem nowy finał.
Awatar użytkownika
markoz
 
Posty: 5235
Rejestracja: 11 Maj 2008, 20:19
Miejscowość: Nasielsk

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Marek z 3miasta » 12 Gru 2011, 18:20

Witaj Awokado.
Trudno pojąć chorego, uzależnionego człowieka. Dlaczego tak postępuje, dlaczego tak mówi, dlaczego tak myśli. Pewnie spotkałaś się z uzależnieniem od alkoholu - taka osoba jest pijana, zaniedbuje swój wygląd i jej uzależnienie jest widoczne a pretensje do wszystkich i o wszystko to odbierane są na zasadzie "no tak, pije, wiadomo ma wyżarty wóda mózg"... a hazardzista jest ubrany, często uśmiecha się (powierzchownie) tylko ciągle nie ma czasu i ma pecha ;-) nie zdążył załatwić bo ... oszukali go, niespodziewanie zmieniły się warunki ... i on/ona stara się, opowiada o swoich staraniach i piętrzących się "obiektywnych" trudnościach, no i ciągle nie ma czasu, ciągle jest zabiegany/zabiegana ... czasem skłamał/skłamała (wydało się!) ale przecież zapomniał/zapomniała a w ogóle to nie zrozumiałaś go/jej dobrze ...
Opisałem tu siebie i swoje postępowanie. Żyłem w dwóch światach na raz: świecie moich marzeń i chciejstwa oraz w realnym świecie (chodziłem, jadłem, pracowałem, byłem w rodzinie). To światy nie przystające do siebie ale we mnie był to jeden świat. Z początku kłamałem/oszukiwałem/manipulowałem "niewinnie" aby ukryć to, że grałem, gdyż wstydziłem się tego, ze "tak głupio przegrywam pieniądze (nie tracę pieniądze ale przegrywam!). Potem bardziej kłamałem, oszustwa były na większą skalę, manipulacje tez większe. Z latami grania zlał się we mnie świat marzeń i moich chciejstw ze światem prawdziwym, nie potrafiłem odróżnić co jest wynikiem hazardu a co jest zwyczajnie wynikiem tego, ze żyję na tym świecie.
Do puki moje kłamstwa i manipulacje odnosiły skutek (unikałem odpowiedzialności i uzyskiwałem pieniądze na dalszą grę) do puty grałem. Kiedyś usłyszałem takie słowa: "Marek, pamiętaj jak przegrasz wszystko, jak przegrasz mieszkanie to ja nie pozwolę aby rodzicom stała się krzywda, aby nie mieli dachu nad głową ale pamiętaj, wtedy nie znamy się. Rób co chcesz." Olałem to, przecież jakoś to będzie, dam jakoś radę a oni i tak tego nie zrozumieją. Jednak zostało to we mnie i przestraszyłem się, już nie machałem na wszystko ręką, już zacząłem chcieć ograniczyć granie i tu zonk: mówiłem sobie: nie graj a grałem; mówiłem "dzisiaj nie pójdę" a szedłem, same nogi mnie tam niosły. I broniłem się, za wszelką cenę nie chciałem przyznać się do wszystkich długów i do wszystkich kłamstw (zresztą ja nie wiedziałem a i teraz w pełni nie rozróżniam co było prawdą a co wymyśloną na poczekaniu przeze mnie historyjką-kłamstwem). Bylem sam i jeszcze rozpędem grałem ale moje dno było coraz bliżej. Wreszcie (tak) upadłem i wtedy wszystkie kłamstwa, ukrywanie długów stały się bez sensu - wszystko było bez sensu...
Dlaczego piszę to wszystko - bo uzależnienie od hazardu to choroba psyche, umysłu i duszy, nie jest lekka. Ja potrzebowałem utraty wszelkiej nadziei, walnięcia o swoje dno aby pójść do ośrodka leczenia uzależnień i na miting Anonimowych Hazardzistów i poprosić bez żadnych wstępnych czy innych warunków o pomoc. I ucieszyłem się, że ktoś chce i może mi pomóc, bo sam sobie nie potrafiłem...
Awokado napisał(a):Gdzie jest granica mojej ingerencji w jego życie?
Nie ma granicy, bo nie ma Twojej ingerencji - brat ma swoje życie i jak będzie chcial grać, to będzie grał, nawet wtedy, gdy zakujesz go w kajdany i zamkniesz w celi. Na teraz to jest jego ingerencja w Twoje życie, zauważasz to? Więc nie pozwól mu na dalsze ingerowanie: nie plać jego długów, nie utrzymuj jego, nie karm. Zadbaj też o rodziców - by oni tez nie ucierpieli - hazardzista (ja potrafiłem) potrafi z bialego zrobić czarne a na świecie nie ma kwoty, której nie przegrałby.
Mi siostra powiedziała: DOŚĆ i to u mnie był początek.
Prawo Katza
Ludzie i narody będą działać ra­cjonalnie, kiedy wyczerpią wszystkie inne możliwości.
Awatar użytkownika
Marek z 3miasta
 
Posty: 4779
Rejestracja: 01 Lis 2006, 13:41
Miejscowość: Gdańsk

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Awokado » 12 Gru 2011, 20:16

markoz, Marek z 3miasta, bardzo Wam dziękuję. Za każde słowo.
markoz napisał(a):Dopóki przykre konsekwencje nie przekroczą progu jego przyjemności a ból nie dotnie go wewnętrznie, pewnie nie będzie miał parcia na leczenie.

fantastycznie uchwycone! Chyba mój brat jeszcze nie doszedł do tego etapu. Pewnie dzięki pomocy rodziny...
markoz napisał(a):Dopóki nie zaprzestanie gry- jego sytuacja będzie coraz bardziej się pogarszała

Twierdzi, że nie gra.Od chwili kiedy wyszła na jaw jego tajemnica. Nie wiem czy to prawda bo jestem za daleko i nie mam z nim i jego dziewczyną kontaktu. Oboje go nie chcą bo brat
Marek z 3miasta napisał(a):tylko ciągle nie ma czasu i ma pecha ;-) nie zdążył załatwić bo ... oszukali go, niespodziewanie zmieniły się warunki ... i on/ona stara się, opowiada o swoich staraniach i piętrzących się "obiektywnych" trudnościach, no i ciągle nie ma czasu, ciągle jest zabiegany/zabiegana ... czasem skłamał/skłamała (wydało się!) ale przecież zapomniał/zapomniała a w ogóle to nie zrozumiałaś go/jej dobrze ...

właśnie to robi i w trakcie ostatniej mojej rozmowy z nimi w sieci źle jego/ich zrozumiałam!!!!! Przekręcił czy przekręcili moje słowa i intencje, a raczej na moje pytania i prośbę wytłumaczenia zareagowali oboje atakiem i się odwrócili.
Właśnie Marku dokładnie to robi mój brat! Ona ma ciągle pecha i albo z pracy go nie puszczają, albo gdzieś wyjeżdża, albo ktoś telefonu nie odbiera, albo ktoś źle zrozumiał.... mam wrażenie że tylko ja z mężem i moja siostra z mężem widzimy jak jest naprawdę (Wy to tylko tu potwierdziliście). Moi rodzice chcą mu jeszcze wierzyć i ufać... I jego dziewczyna.
Marek z 3miasta napisał(a):Ja potrzebowałem utraty wszelkiej nadziei, walnięcia o swoje dno aby pójść do ośrodka leczenia uzależnień i na miting Anonimowych Hazardzistów i poprosić bez żadnych wstępnych czy innych warunków o pomoc.

rozumiem. Wydaje mi się, że brat wie, że ma obiad darmowy u rodziców, że
markoz napisał(a): ma cichą nadzieje że rodzina będzie się wstydzić gdy ludzie zaczną nachodzić

i póki co opłacą na ile ich stać. Poza tym problemem jest potężny dług u mojej siostry i jeśli rodzice pozwolą bratu upaść i wszystko stracić nie będzie miał jej z czego oddać. A tak - ma wnioskować o kredyt, którym spłaci siostrę. Jeśli go nie dostanie - PODOBNO zgodził się sprzedać mieszkanie i pokryć tym dług u siostry i oddać rodzicom co za niego teraz wykładają. Boję się czy właśnie tym nie gra na rodzicach w tej chwili. Ja nie mam nic do stracenia więc mogłam mu mówić prawdę. Oni są poniekąd uzależnieni od niego i jego ostatków sumienia.
Na szczęście powinno się wyjaśnić wszystko w ciągu kilkunastu tygodni. Potem rodzice obiecali mi, że więcej mu nie pomogą.
Jasno powiedziałam im, że ja jako siostra i ich córka nie będę miała pretensji jeśli odwrócą się od mojego brata. Pomyślałam, że muszą wiedzieć, że maja we mnie wsparcie. Pewnie mojej mamie będzie wtedy bardzo ciężko.
Marek z 3miasta napisał(a):Na teraz to jest jego ingerencja w Twoje życie, zauważasz to?

niestety zauważyłam to. On się cieszy, że zniknęłam i go nie "męczę", a sam siedzi w mojej głowie po nocach...
Marek z 3miasta napisał(a):Nie ma granicy, bo nie ma Twojej ingerencji


Marek z 3miasta napisał(a):dzięki za te słowa. Brat usiłował wmówić mi, że włażę w jego życie i rozpętuję mu wojny, jego dziewczyna płacze przeze mnie bo tłumaczę im że nie mogą oczekiwać płacenia długów przez rodziców i ani słowa "dziękuję" czy szczerości w zamian...chwilami miałam wyrzuty sumienia, że mogłam się nie odzywać...

Marku bardzo mnie ruszyło czytając to co napisałeś o sobie. Ogromnie się cieszę, że dałeś radę. Podziwiam Cię, że masz siłę tu wchodzić, czytać innych problemy i jeszcze odpisywać. Przyznaję, że nie mam z kim o tym porozmawiać poza forum, a wypiąć się na brata i powiedzieć "niech robi co chce" to nie wyjście dla mnie.
Ale widzę, że na tą chwilę póki wie, że ma wsparcie u rodziców...będzie miał mnie i moje słowa w głębokim poważaniu.... A usłyszał ode mnie to co Ty od swojej siostry.... Byłeś mądrzejszy. Na razie obawiam się, że brat nie zakodował nic z tego co mu powiedziałam.
Marek z 3miasta napisał(a):zresztą ja nie wiedziałem a i teraz w pełni nie rozróżniam co było prawdą a co wymyśloną na poczekaniu przeze mnie historyjką-kłamstwem

przyznam, że to jest dla mnie kosmos...

Przeczytałam gdzieś, że hazardzista nie odczuwa uczuć pośrednich. czuje albo satysfakcję z gry/wygranej albo ból bo przegrał. Nie ma wstydu, sumienia że oszukuje albo wyłudza pieniądze. To prawda?Tak to działa?
Co choremu pomaga zacząć odczuwać coś więcej poza tymi skrajnymi emocjami? Terapia?
Awokado
 
Posty: 11
Rejestracja: 09 Gru 2011, 12:35
Miejscowość: lubuskie

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Awokado » 12 Gru 2011, 20:21

Przepraszam, nie umiem edytować postu a moja odpowiedź częściowo dostała się w cytat Marka. Mam nadzieję, że jednak będę zrozumiała.
Awokado
 
Posty: 11
Rejestracja: 09 Gru 2011, 12:35
Miejscowość: lubuskie

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Marek z 3miasta » 12 Gru 2011, 21:09

Sądzę, że ważne jest aby hazardzista był jednoznacznie informowany, ze nie on (jako brat) nie jest akceptowany ale nie akceptujesz grającego hazardzisty. I przed grającym hazardzistą bronisz się - i tak odbierze po swojemu, jako atak na niego osobiście ale podkreślaj, że bronisz się przed bratem-grającym-hazardzistą.
Tak samo rodzice - także nie powinni bronić się przed synem ale przed synem-grającym-hazardzistą. Ważna jest ta róznica ... Może przekażesz rodzicom i bratu adres tego forum a bratu także do 20 pytań oraz na tej samej stronie Combo Book ? Jako hazardzista to mogę Ci powiedzieć, że mając zaledwie perspektywę pieniędzy (spłaty przez Rodziców części mojego zadłużenia - gdyż nie mówiłem o wszystkich długach, bałem się, że przestraszą się kwoty i wogóle nie dadzą pieniędzy) to grałem bo WIEDZIAŁEM, że mogę.
Każde pieniądze dane grającemu hazardziście, nie ważne w jakiej formie (spłata długu, przejęcie na siebie zobowiązań, danie mieszkania i wyżywienia, itd.) są to pieniądze na hazard. Kropka.

(Awokado, cytujesz bardzo dobrze, jak na pierwszy dzień na forum ;-) )
Prawo Katza
Ludzie i narody będą działać ra­cjonalnie, kiedy wyczerpią wszystkie inne możliwości.
Awatar użytkownika
Marek z 3miasta
 
Posty: 4779
Rejestracja: 01 Lis 2006, 13:41
Miejscowość: Gdańsk

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Awokado » 12 Gru 2011, 21:51

Marek z 3miasta napisał(a):nie powinni bronić się przed synem ale przed synem-grającym-hazardzistą

nigdy na to nie patrzyłam w ten sposób. W kategorii jakichkolwiek kłopotów i relacji z bliskimi.
Czasami rzeczy oczywiste są tak nieosiągalne do pojęcia!
Idąc tropem jaki mi podrzuciłeś...chyba muszę się tego nauczyć. Zlewa mi się wszystko w jedną osobę. Może moje myślenie ograniczone jest jeszcze... Ale rady są dla mnie bezcenne. Nie chcę stracić brata, chcę żeby jeszcze zdążył zacząć żyć i tworzyć a nie tylko swoje życie rujnować. Niebawem święta, jadę do rodziców, będzie i on. Ciągle zastanawiam się jak z nim rozmawiać, zresztą nie wiem czy on chce skoro mnie "olał".
Ale to co tutaj mi napisaliście już mi dało do myślenia. Bardzo!
Marek z 3miasta napisał(a):Jako hazardzista to mogę Ci powiedzieć, że mając zaledwie perspektywę pieniędzy (spłaty przez Rodziców części mojego zadłużenia - gdyż nie mówiłem o wszystkich długach, bałem się, że przestraszą się kwoty i wogóle nie dadzą pieniędzy) to grałem bo WIEDZIAŁEM, że mogę.
Każde pieniądze dane grającemu hazardziście, nie ważne w jakiej formie (spłata długu, przejęcie na siebie zobowiązań, danie mieszkania i wyżywienia, itd.) są to pieniądze na hazard. Kropka

nawet nie wiesz na ile pytań i niejasności mi odpowiedziałeś. Jestem w szoku. BARDZO DZIĘKUJĘ CI MARKU!

Marek z 3miasta napisał(a):Awokado, cytujesz bardzo dobrze, jak na pierwszy dzień na forum ;-)

:P aż mi głupio pisać coś więcej w tym temacie...

Zaraz przeczytam co zaproponowałeś żebym bratu podrzuciła. Chciałabym wiedzieć jak najwięcej.
Marku, jeszcze raz dziękuję :)
Awokado
 
Posty: 11
Rejestracja: 09 Gru 2011, 12:35
Miejscowość: lubuskie

Re: Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez tojahazardzista » 12 Gru 2011, 21:52

Avokado,

tylko twarda miłość może pomóc Twojemu bratu. Przestańcie wierzyć w jakiekolwiek słowo powiedziane przez brata, on jest mistrzem manipulacji tak jak każdy z nas. Potrafi Was zmanipulować, owinąć wokół palca i wyciągnąć każdą złotówkę dopóki wyczuje Wasze współczucie czy chęć pomocy.
Na moje oko to mieszkanie jest już dawno ponownie zadłużone, jak nie w banku to w jakiejś instytucji, ewentualnie "na mieście". Dopóki brat gra a gra to nie odzyskacie ani grosza, ani Ty, ani rodzice ani Twoja siostra. On w tej chwili ciągnie Was na dno. Wiem, bo tak samo ciągnąłem swoją rodzinę. Nie mieli tyle szczęścia by ktoś ich ostrzegł w porę.
Zapomnij o jakichkolwiek uczuciach ze strony brata, on ma duszę i umysł zawładnięty przez grę. Ona jest najważniejsza i zrobi wszystko by grać. Jak trzeba będzie to wymieni Was na żetony byleby tylko móc zaspokoić pragnienie gry. Hazard jest silniejszy niż głód heroinowy.
Jedyne co teraz możecie dla niego zrobić to się od niego odsunąć. Dać mu poczuć dno a nawet przyczynić się do tego by to dno poczuł. Kiedyś Wam za to podziękuje.
On może przestać grać tylko dla siebie, dla nikogo innego. Nieważne jak silne uczucie łączyło go z kimkolwiek
Jeśli masz możliwość wybrać się na jakiś miting otwarty AH to idź, tam na pewno dostaniesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania
tojahazardzista
 
Posty: 27
Rejestracja: 05 Lis 2011, 23:39

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez zbysob » 12 Gru 2011, 21:53

Awokado napisał(a):Przeczytałam gdzieś, że hazardzista nie odczuwa uczuć pośrednich. czuje albo satysfakcję z gry/wygranej albo ból bo przegrał. Nie ma wstydu, sumienia że oszukuje albo wyłudza pieniądze. To prawda?Tak to działa?
Co choremu pomaga zacząć odczuwać coś więcej poza tymi skrajnymi emocjami? Terapia?


powiem moze troche brutalnie ale co mi :
WY jestescie najwieksza przeszkoda w podjeciu przez brata leczenia. Tak dlugo jak bedziecie pomagac tak dlugo bedziecie przeszkadzac. KAZDA zlotowka splacona ZA hazardziste powoduje ze topi on w maszynie kolejne 100 zlotych.
Zatem jesli chcecie pomoc to wspierajcie go duchowo, emocjonalnie ale na milosc boska nie finansowo . On musi chciec dorosnac, bez tego nic sie nie "zadzieje"

A po co cytat? Awokado daj spokoj - tego sie nie da zrozumiec ani poczuc komus kto mial to szczescie ze togo nie doswiadczyl. Nie ma takiego poziomu emaptti w czlowieku zeby byl w stanie cos takiego poczuc bez bycia uzaleznionym. Nie musisz rozumiec, wystarczy ze zaakceptujesz "stan faktyczny"
zaprzestalem myslenia :P
Awatar użytkownika
zbysob
 
Posty: 12764
Rejestracja: 30 Paź 2005, 19:36
Miejscowość: Szczecin

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Marek z 3miasta » 12 Gru 2011, 22:08

Jak "obsługiwać" ;-) hazardzistę, bo jak Zbysob zauważył, ze nie jesteś w stanie (i bardzo dobrze dla Ciebie) nawet zbliżyć się do sposobu jego chorego myślenia a chciałabyś nie popełnić błędnego kroku? Jest taka "instrukcja" List hazardzisty . Życzę KONSEKWENCJI w takim postępowaniu. :-)
Prawo Katza
Ludzie i narody będą działać ra­cjonalnie, kiedy wyczerpią wszystkie inne możliwości.
Awatar użytkownika
Marek z 3miasta
 
Posty: 4779
Rejestracja: 01 Lis 2006, 13:41
Miejscowość: Gdańsk

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Sowa » 12 Gru 2011, 23:33

Witaj Awokado.
Pod wszystkim, co zostało do tej pory napisane, ja też się podpisuję. Niestety jak dotąd Wasze działania szkodziły bratu, nie pomagały. Podstawa obsługi hazardzisty: nie płacić długów, nie dawać/pożyczać pieniędzy. To jest kardynalna zasada. Tak, jak Marek napisał, sama iskierka nadziei, że ktoś da/pożyczy kasę jest dla hazardzisty równa z "mogę jeszcze pograć".
Napisałaś w tytule: nie umiem z nim rozmawiać...
Z hazardzistą się nie rozmawia. Hazardziście komunikuje się fakty nazywając rzeczy po imieniu: wyłudziłeś, ukradłeś, okłamałeś, oszukałeś. Przedstawia oczekiwania, warunki i KONSEKWENTNIE się ich dotrzymuje. Krótko i węzłowato. W czasie czynnej gry hazardzista jest oderwany od rzeczywistości, nie dotrze do niego za wiele, a nawet jak dotrze, to przemieli w chorej głowie na "po swojemu". Rozmowa z hazardzistą, to jak rozmowa z pijanym. Jest sens?
Jak do tej pory brat Was zmanipulował, pomogliście mu rozwiązać największe problemy, ma ciepełko u mamusi i dziewczyny i cóż... Jeden-zero dla niego. Będzie teraz grał za Waszą kasę.
Awatar użytkownika
Sowa
 
Posty: 4674
Rejestracja: 07 Lut 2007, 20:10
Miejscowość: polska

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez Sowa » 12 Gru 2011, 23:38

Sowa napisał(a):Jeden-zero dla niego.

chorobcia, zanim pomyślałam juz napisałam :-( nie ma już edycji postów? bardzo przepraszam, wszystkich meczowych. Biję się w piersi mocno i proszę admina o nożyczki w tym miejscu.
Awatar użytkownika
Sowa
 
Posty: 4674
Rejestracja: 07 Lut 2007, 20:10
Miejscowość: polska

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez człowiek1000 » 13 Gru 2011, 07:55

Marek z 3miasta napisał(a):Każde pieniądze dane grającemu hazardziście, nie ważne w jakiej formie (spłata długu, przejęcie na siebie zobowiązań, danie mieszkania i wyżywienia, itd.) są to pieniądze na hazard. Kropka.

zbysob napisał(a):WY jestescie najwieksza przeszkoda w podjeciu przez brata leczenia. Tak dlugo jak bedziecie pomagac tak dlugo bedziecie przeszkadzac. KAZDA zlotowka splacona ZA hazardziste powoduje ze topi on w maszynie kolejne 100 zlotych.

Potwierdzam, tez tak miałem i grałem dalej za darowane mi pieniądze.
człowiek1000
 
Posty: 3976
Rejestracja: 30 Lis 2009, 09:50
Miejscowość: Dolny Śląsk

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez jaro » 13 Gru 2011, 09:07

Awokado, zanim przeczytałem odpowiedź zbysoba chciałem napisac coś bardzo podobnego. Zatem tylko podpisuje się pod tym i życzę cierpliwości, konsekwencji i pogody ducha
jaro
 
Posty: 4634
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Brat jest hazardzistą. Nie umiem z nim rozmawiać

Postprzez mark » 13 Gru 2011, 09:36

Witaj Awokado . Każdy z nas hazardzistów to zna , to był jeden z sposobów zdobywania pieniędzy na grę - manipulacja , byliśmy mistrzami świata w tym . Mi pomagało przez prawie 15 lat grać . Ale idzie z tego wyjść ,dać sobie pomóc w inny sposób . Osobiście jestem za terapią w tzw. zamkniętą , jest bardziej intensywna i przy pełnym zaangażowaniu hazardzisty może szybciej pomóc , no i niema w tym czasie możliwości zagrania .Powodzenia życzę i stanowczości w podjętych decyzjach .
mark
 
Posty: 894
Rejestracja: 29 Gru 2010, 15:15
Miejscowość: Wielkopolska

Następna

Wróć do Mój bliski jest hazardzistą

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość