Nie moge uwierzyc, ze to sie dzieje naprawde...

Moderator: kaśka

Nie moge uwierzyc, ze to sie dzieje naprawde...

Postprzez tosia » 25 Kwi 2011, 19:43

Pierwszy raz zajrzalam na to forum ponad rok temu, kiedy moj maz przyznal sie iz przgral kilka tysiecy euro w ciagu 4 miesiecy( czesc niestety nie byla jego, wiec ma dlugi juz od tego momentu ) ...Tym bardziej bylam zszokowana, ze jestesmy juz 22 lata razem i on nawet nie umial grac w maszyny. Znalazl sie jednak usluzny kolega, pokazal co i jak...no i maz sie wciagnal.Potem dowiadywalam sie praktycznie co miesiac o nowych dlugach, a to ze wzial zaliczke z pracy, a to ze z drugiej pracy juz nie mam co liczyc na pieniadze, bo ich nie ma. Zawsze oczywiscie byly placze, przepraszanie, ze to juz na pewno ostatni raz...ja obserwowalm, sledzilam kazdy wydatek..a tu znowu jakas niespodzianka, jakis znajomy upominajacy sie o kase.Najdluzsza przerwe mial od pazdziernika 2010 do ok. 15kwietnia, gral dwa tygodnie, a do konca splukal sie w sobote...takie smutne swieta ..Dostal ultimatum-albo sie leczy i poki co mieszka z nami , ale w osobnym pokoju..taka mala separacja(mowi, ze czuje sie jak pies wyrzucony na ulice), albo sie rozstaniemy definitywnie. Tylko czy ja dam rade byc konsekwentna, to jednak kupe lat razem, na dobra i na zle...troje dzieci...Mieszkamy za granica, nie ma tu nikogo z rodziny.Nie moge uwierzyc,ciagle mam nadzieje, ze obudze sie i bedzie jak dawniej. Pisze ten post, bo chyba potrzebuje wsparcia, madrosci, sama nie wiem czego . Wsrod naszych znajomych nikt nie ma problemu z uzaleznieniami.Wspolczuja mi, odkad przestalam kryc meza i podzielilam sie nowina , nie chcialam, zeby ich naciagal na pozyczki.Ale nie bardzo umieja mi pomoc.
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Postprzez kaśka » 25 Kwi 2011, 21:10

tosiu, nie jesteś sama i na pewno uzyskasz tu kupę wsparcia, informacji i pomocy ale tak naprawdę to pomóc sobie musisz sama. Jakiś czas wydawało ci się, że problem da się "ogarnąć" ale to nieprawda, w tej chorobie liczą się twarde fakty.
Pewnie już doczytałaś o rozdzielności majątkowej, o alimentach na dzieci... To są kroki, które trzeba podjąć, żeby mieć zapewnione bezpieczeństwo finansowe, głównie ze względu na dzieci.
Fakt, że nie masz koło siebie rodziny, która mogłaby dać ci wsparcie jest bolesny (chociaż różnie z tą rodziną bywa...) ale trzeba szukać gdzie indziej. Za granicą - nie wiem, gdzie mieszkacie - jest wiele różnych instytucji, organizacji i grup samopomocowych, które służą w takich sytuacjach pomocą, po prostu trzeba o nią poprosić. To żaden wstyd, raczej objaw zdrowego podejścia do problemu. Najgorzej jest trwać w bezruchu i utrzymywać wszystko w tajemnicy ale to akurat ciebie nie dotyczy i dobrze :smile:
Zajmij się sobą, poszukaj pomocy, również tej profesjonalnej, terapeutów od uzależnień i współuzależnień, zabezpiecz finanse. Kontrolowanie męża, jego wydatków nic nie da, on zawsze znajdzie sposób, żeby to obejść a ty zamienisz się w policjanta.

Pozdrawiam, Kaśka
kaśka
 
Posty: 1358
Rejestracja: 16 Lis 2005, 20:53
Miejscowość: Szczecin

Postprzez NATALIA45 » 26 Kwi 2011, 09:45

tosia napisał(a):ylko czy ja dam rade byc konsekwentna, to jednak kupe lat razem, na dobra i na zle...troje dzieci...


Witaj tosia
Rok temu zadawalam sobie to samo pytanie jak tu weszlam na forum.Przez 10 lat patrzalam jak moj maz gra i liczylam na cud, ze przestanie bo przeciez tyle razy mi to obiecywal. Po wiekszej przegranej zrobilam to co ty czyli mala separacja.Okazalo sie, ze bylo jeszcze gorzej, bo maz dopiero zaczal grac. "Zona zrobila separacje wiec nie bedzie sie juz do mnie wtracac ani nie ma prawa gderac." Po tygodniu nie wytrzymalam i kazalam sie wyprowadzic mezowi z domu i nie dlatego, ze nie kochalam meza tylko dlatego, ze nie chcial sie leczyc a wizja splaty narastajacych dlugow z mojej pensji mnie przerastala .Doszlo do tego ze nie mialam pieniedzy na zycie. Musialam sie otrzasnac aby ratowac siebie. Nie mowie , ze masz mezowi powiedziec aby sie wyprowadzil ale tak jak pisala kasia zrob rozdzielnosc majatkowa i alimenty. Zabezpiecz siebie i dzieci. Jesli maz nie bedzie chcial sie leczyc to sama juz bedziesz musiala dokonac wyboru co bedzie lepsze dla twojej rodziny.Pamietaj tylko ze hazard to choroba sama nie zniknie, postanowienia o nie graniu tez nie pomoga. Mezowi jest potrzebna terapia bez tego nie ma szans na wyjscie z tej choroby.Poczytaj dzial dla wspoluzaleznionych tam przeczytasz a naszych (czyli zon) doswiadczeniach.

Pozdrawiam
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez tosia » 26 Kwi 2011, 16:29

Kaska i Natalia45 dzieki , ze sie odezwalyscie.Moj maz jest " odseparowany" od kilku dni, mieszka w osobnym pokoju.Fakt, na poczatku myslal, ze to na chwile, ze mi przejdzie. Potem byla scena pod tytulem..jaki ja biedny, nie nadaje sie do niczego, mysle o samobojstwie...A ja jak z kamienia.Po jakims czasie przyszedl i zapytal, czy ma jeszcze szanse naprawic ta sytuacje jesli zacznie sie leczyc.Oczywiscie powiedzialam ,ze tak.Szuka wiec terapiii i mitingu..Tylko martwi sie, ze to daleko i kilka razy w tygodniu..i tak dalej...a ja mowie-masz wybor, mozemy sie rozstac definitywnie.Minelo kilka dnie dopiero..poki co rozlicza sie z pieniedzy, ktore i tak dostaje "na styk"-na razie sam mowi, ze nie chce miec niujawnionej gotowki przy sobie.Jestesmy ludzmi wierzacymi,wiec maz rano rozpoczyna dzien od czytania, modlitwy...czytal posty o Sile wyzszej, w 12 krokach ku zdrowieniu.MAm nadzieje, ze jak juz zacznie terapie i miting, zapanuje nad ta choroba. Na razie tak to wyglada. Poczekam, bede wspierac. Mam tez dylemat-bo z jednej strony mam byc twarda, a z drugiej nie mam wypominac mezowi, wpedzac w poczucie winy( o ile dobrze rozumiem list hazardzisty)...czyli jak ja mam z nim rozmawiac,? jak bede mila, to pomysli moze , ze miekne..a jak bede zimna i "bez uczuc", to moze sie zniecheci do pracy nad soba..Ktos pisal w innym miejscu, ze z lektury forum wynika, ze ok. 95 % zwiazkow jednak sie rozpada...czy az tak duzo? Dlaczego, przeciez tyle osob sie leczy latami...
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Postprzez NATALIA45 » 26 Kwi 2011, 18:33

tosia napisał(a):.czyli jak ja mam z nim rozmawiac,? jak bede mila, to pomysli moze , ze miekne..a jak bede zimna i "bez uczuc", to moze sie zniecheci do pracy nad soba.


Tosia badz po prostu normalna. A twarda nie oznacza, ze masz byc zimna czy robic mezowi wymowki tylko ze masz byc konsekwentna
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez tosia » 26 Kwi 2011, 22:42

W czwartek idziemy na miting...no wlasnie..pisze idziemy, bo to jakies dziwne. Mieszkamy w Hiszpanii. Wczoraj maz zadzwonil w sprawie mitingow, ale nie bylo nikogo, widocznie zadzwonil o zlej godzinie.I dzisiaj, wieczorem oddzwonil do nas pan i zapytal co i jak.W czwartek idziemy wiec-razem. Tu jest tak dziwnie(?) ze hazardzista idzie razem z kims bliskim, najczesciej zona, partnerka, itd. Czy to jest dobry pomysl? Tu na forum nic podobnego nie znalazlam...mam watpliwosci , czy to wlasciwy sposob leczenia hazardzisty i jego rodziny.
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Postprzez NATALIA45 » 27 Kwi 2011, 08:33

W Polsce mitingi odbywaja sie dla uzaleznionych i osobne dla wspoluzaleznionych.Moj maz jezdzi na mitingi i uczestniczy w mitingu internetowym ale robi to sam. I nie dlatego ze ja nie chce z nim tam przebywac tylko dlatego ze to jego choroba to on ma sie leczyc.Ja w tym czase robie to co mnie sprawia przyjemnosc i zajmuje sie soba.Po drugie mysle, ze przy mnie maz nie mowilby o wszystkim co go boli i nurtuje.
Ludzie nie zawsze potrzebują rady.Czasami wszystkiego czego im trzeba to dłoń do trzymania, ucho do słuchania i serce, które ich zrozumie.
Awatar użytkownika
NATALIA45
 
Posty: 2227
Rejestracja: 20 Kwi 2010, 18:26
Miejscowość: dolnyśląsk

Postprzez tosia » 27 Kwi 2011, 08:59

Ja chyba tez wolalabym , zeby on chodzil sam.Wlasnie z tego powodu, ze moglby byc bardziej otwarty...no nic, pojdziemy i zobaczymy.Najwazniejsze , ze chce sie leczyc, poki co -widze, ze bardzo sie stara ...ale i tak do konca juz mu nie wierze, za krotki czas minal, moze totylko swieze wyrzuty sumienia...
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Postprzez Agnieszka1234 » 27 Kwi 2011, 10:07

Witaj Tosiu
Podejrzewam ze jeszcze długo możesz mieć problem z zaufaniem. Na odbudowę zaufania potrzeba czasu i konkretnych działań a nie tylko dobrych chęci.
Jak już będziesz z nim w tym ośrodku może poszukasz czegoś dla siebie :)
No i zastanów się nad prawnym zabezpieczeniem dzieci oraz rozdzielnością majątkową. To podstawa.
Pozdrawiam i życzę konsekwencji w działaniu :)
Agnieszka1234
 
Posty: 3285
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Postprzez jaro » 28 Kwi 2011, 12:36

Tosia, jak chcesz zobaczyć jak to wygląda to idź. Ale nie chodź z nim systematycznie. Wg mnie b. zły pomysł.
No i te Twoje "odwiedziny" na mitingu hazardzistów to może nie na jego pierwszym? Też -wg mnie oczywiście- zły pomysł.
jaro
 
Posty: 4634
Rejestracja: 21 Kwi 2008, 19:38

Postprzez tosia » 28 Kwi 2011, 17:57

Tez nie jestem przekonana, a wrecz uwazam , ze to zla idea.Zreszta maz rowniez pytal, po co mam z nim isc. Wiec nie pojde, mam nadzieje, ze on bedzie mogl wziac udzial, bez "osoby towarzyszacej". No po prostu-tak to tu wyglada-moze sa tez inne mitingi, potrzebujemy wiecej czasu, zeby sie zorientowac. Ja sama nie chce za nim chodzic, nie chce dalej mu "mamusiowac".Szczerze mowiac, to tak jestem za niego zla za to wszystko, ze mi sie nie chce!
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Postprzez Agnieszka1234 » 29 Kwi 2011, 09:46

Tosiu możesz iść do ośrodka żeby poszukać jakiegoś wsparcia dla siebie. Jego zostaw, nie przeszkadzaj. W ten sposób paradoksalnie najlepiej mu pomożesz :)
Agnieszka1234
 
Posty: 3285
Rejestracja: 19 Lut 2011, 12:38

Nie moge uwierzyc, ze to sie dzieje naprawde...

Postprzez tosia » 03 Wrz 2022, 14:20

Witam, minelo 11 lat od ostatniego mojego wpisu.Przepraszam, dostalam odpowiedzi, dziekuje za nie bardzo-a ja zniknelam. >Zniknelam, bo zapadlam sie w tym wszystkim.
Wracajac do 2011 r. maz poszedl na terapie-tzn. poszlismy. Tak jak pisalam, tu jest taka metoda , ze hazardzista musi przychodzic z kims bliskim ( z rodziny, z przyjaciel) . No i chodzilismy tak 2 razy w tygodniu na 3-godzinne spotkania. Ale on chyba nie traktowal tego co slyszal powaznie.Niby zastosowal sie do zalecen-oddal mi karte do bankomatu, dojscie do konta, staral sie rozliczac z zakupow, informowac o lokalizacji -pozwolil tez uzywac lokalizacji abym mogla widziec gdzie jest.
Takie w skrocie zasady podano nam na tej terapii, ale teraz piszac to i czytajac to forum widze, ze to jakas bzdura..to wieczna kontrola..czy nie?
Pochodzilismy rok..przyszly wakacje, przerwa w spotkaniach..i skonczylo sie. On nie chcial kontynuowac przekonany, ze teraz to juz podjal decyzje-koniec z hazardem, bierze sie do pracy i takie tam..( znowu teraz dopiero widze, ze typowe zachowanie)
Zeby nie przedluzac..ja wiem, ze to moja wina, bo powinnam byc bardziej radykalna, ale jestesmy w tym samym miejscu..nawet gorzej. On gra od 15 lat.JA wybaczalam nieskonczona ilosc razy, dawalam szanse( wiem, glupia jestem, teraz to widze i jestem na siebie przede wszystkim wsciekla).
On za kazdym razem niby sie staral, ale znowu zaliczal wpadke.
Stal sie w tym jeszcze bardziej hardy..juz nie zalowal tak jak kiedys, nie przepraszal.
......
NIe ma chyba sensu opisywac tu tych 11 lat.Generalnie gral i tracil pieniadze i zrobil sie wyobcowany.KIedys przegral cala moja wyplate( jej rownowartosc) w jeden wieczor( nie baczac, ze ja te pieniadze zarabialam juz chora, z bolem , w upale). Ale tez mial momenty ,kiedy bylo jak dawniej-to wlasnie jest najgorsze, bo ja sie ludzilam, ze moze wlasnie to ten moment, ze teraz to juz tylko lepiej bedzie-zawsze mowil,iz siegnal juz dna i bierze sie za siebie.
Dla mnie to juz obcy facet chyba
.Kiedy zmarl nagle moj brat-on nie mogl pojechac do Polski ze mna na pogrzeb, za to "uczcil" wydarzenie graniem, Mnie sie to w glowie nie miesci--a gdzie wsparcie, gdzie ta podpora w takiej tragicznej sytuacji, jak do tej pory najgorszej jaka mnie spotkala. To bylo podle.

Ale ja znowu, kiedy przeprosil, dalam szanse..no bo po takiej wpadce, to teraz juz pewnie na powaznie zacznie leczenie.Dopiero co stracilam jedynego brata, to jak mam stracic jeszcze meza..
Ale gral dalej
.Kolejna sytuacja..juz z tego roku-bylam na powaznej i rozleglej operacji w Polsce..sama z walizeczka pojechalam. A on tu znowu poplynal na ok. 8000 e. swoje i pracownikow pieniadze,NIe zapytal jak sie czuje, jak wroce z dwiema kulami. Sama wrocilam, zalatwilam znajomego, zeby odebral mnie z lotniska( on w tym czasia pracowal 500km. od domu, wiec ok..ale to on mogl sie zatroszczyc o transport.a moze przesadzam).
Po powrocie -oszalal-zaczal podejrzewac mnie o to, ze szykuje sie aby sie z nim rozstac, bo kogos pewnie juz mam. Od kwietnia.przesladuje mnie chorobliwa zazdroscia..wypisuje w nocy, dzwoni. RAz prawie placze ..za chwile straszy. Wrocil z tej pracy-i znowu gral, bo przeciez "ja go nie kocham, mam innego, tylko czekam...wiec on po co ma sie starac".
Wywalilam go z domu jak wrocil kolejny raz nad ranem i na luzie mowi, ze przeciez wiem gdzie byl
Spakowal sie niby..poszedl, a rano wrocil.
Bo to on placi za mieszkanie i nie ma zamiaru sie nigdzie tulac.
Mieszka w salonie, ale juz mi zapowiedzial, ze po powrocie ( teraz jest w Polsce na wakacjach-haha)..wraca do sypialni, do lozka , bo on juz przemyslal w Polsce, "jest wolny-skonczyl kariere hazardzisty -i ..mam zapomniec o terapii, bo teraz to on juz wie, ze nigdy nie zagra".
"On nie ma na nia czasu-musi sie wziac do pracy , zadbac( przypomnial sobie) o rodzine..itd."
Tak, wiem -sama jak to czytam, to cisna mi sie na usta tylko jedne slowa odnosnie mojej postawy. To nie bylo jednak proste-moi rodzic z jednej strony (stracili syna, a corka ma zrujnowane zycie,to by ich zabilo, bo nie moga sie podniesc po smierci brata ) dzieci, jestesmy tu sami za granica, ja bylam wielel lat niezdolna do pracy za bardzo i tez mialam na glowie wlasnie dzieci , wszystkie sprawy domowe, rachunkowe, ksiegowe zwiazane z jego praca,No i dawalam sie omamic dniami, kiedy byl soba, mily, troskliwy..uff.NIe dopuszczalam mysli, ze moge zaczac zyc sama. Jestesmy 33 lata po slubie , z tego 15 on gra..Az nie wierze, ze jestem taka glupia i nadal tu tkwie, ale boje sie, bardzo.Jestem stara juz, inwalidka tak naprawde co ja moge zaczac od nowa..
.
On wraca w poniedzialek, liczy, ze bedzie normalnie, ze zacznie od nowa, a ja go tu juz nie chce,
mam w nosie jego leczeni ,-a zdrugiej strony cala soba chce, zeby zdarzyl sie cud.
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28

Nie moge uwierzyc, ze to sie dzieje naprawde...

Postprzez milo » 04 Wrz 2022, 17:13

Cześć tosia... a gdzie się podziało Twoje leczenie ze współuzależnienia ?
Poczuć siebie
Pokochać...
Awatar użytkownika
milo
 
Posty: 4724
Rejestracja: 18 Cze 2011, 00:06
Miejscowość: Elbląg

Nie moge uwierzyc, ze to sie dzieje naprawde...

Postprzez tosia » 04 Wrz 2022, 18:16

Czesc Milo..no wlasnie.. Ale zaczelam nad soba pracowac i nie odpuszcze. Po operacji zaczelam czytac ksiazke "Koniec wspoluzaleznienia"i czytam posty na tym forum.Przestalam np. kontrolowac gdzie jest, jakie ma zlecenie ile tam zarobi i co z tym dalej zrobi . Znim mu czyms zagroze , dwa razy przemysle czy naprawde jestem gotowa byc calkowicie konsekwentna-np. powiedzialam, ze koniec z tajemnicami przed dziecmi-o kazdym graniu beda wiedziec( o to byl bardzo zly) i tak robie . Syn napisal mu wiadomosc po ostatnim graniu i maz wpadl do pokoju , z pretensja,ze sie doigralam (?) ze PRZEZE MNIE teraz syn zagrozil mu zerwaniem kontaktu jesli nie bedzie sie leczyl .
...
Wlasnie zadzwonil z prosba czy moge go odebrac jutro z lotniska.Ale zaraz po tym czy mozemy normalnie zyc i czy chce z nim byc ?.Odpowiedzialam, ze nie. W takim stanie w jakim jest nie widze mozliwosci zyc z nim dalej ( Moge sie jakos okreslic dopiero kiedy zobacze pierwsze efekty terapii .
No to on, ze w taki razie nie ma sensu ciagnac naszego malzenstwa, bo on nie bedzie mi przez 5 lat nic udowadnial , ze nie jest juz hazardzista , bo juz nie gra i tak zdecydowal ( na to wybuchnelam smiechem, sorry).
...
Mam pytanie-czy sa gdzies mitingi on line tutaj na forum-dla wspoluzalezninych?
Widzialam link, ale sprzed kilku lat .
tosia
 
Posty: 7
Rejestracja: 11 Wrz 2010, 09:28


Wróć do Mój partner jest Hazardzistą

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] oraz 1 gość

cron